
Space Cowboy

brytyjska grupa z kręgu awangardowego i progresywnego rocka. Nazwę zaczerpnęła od jednego z synonimów Belzebuba[1]. Jej korzeni należy szukać w krótko działającym Giles, Giles and Fripp. Wskutek licznych zmian personalnych nigdy nie wykształciła stałego brzmienia. Założycielem i jej jedynym stałym członkiem jest Robert Fripp, wirtuoz gitary i melotronu. Muzyka King Crimson czerpie wiele inspiracji z muzyki klasycznej i współczesnej, także z awangardowego jazzu i jazz rocka. Złożoność i rożnorodność poszczególnych wcieleń zespołu nie pozwala na jednolitą analizę dokonań grupy. Charakterystycznym dla King Crimson jest to, że nigdy nie odstąpiła od awangardowej koncepcji na rzecz łatwiejszego brzmienia (Roberta Frippa charakteryzuje bardzo poważny stosunek do własnej twórczości). Grupa powstała w 1969 r. Nagrywa i koncertuje z przerwami do dziś.
- by wiki
Skład:
Robert Fripp - gitara, syntezator, elektryczne pianino, instrumenty klawiszowe, melotron
Adrian Belew - wokal, gitara, syntezator, elektroniczna perkusja
Tony Levin - gitara basowa, chapman stick, kontrabas, syntezator, wokal
Pat Mastelotto - akustyczna i elektryczna perkusja oraz instrumenty perkusyjne
Gavin Harrison - perkusja
Dyskografia:
Studio:
1969 In the Court of the Crimson King
1970 In the Wake of Poseidon
1970 Lizard
1971 Islands
1973 Larks' Tongues in Aspic
1974 Starless and Bible Black
1974 Red
1981 Discipline
1982 Beat
1984 Three of a Perfect Pair
1995 Thrak
2000 The ConstruKction of Light
2003 The Power to Believe
Live:
1972 Earthbound
1975 USA
1992 The Great Deceiver
1995 B'Boom: Live in Argentina
1996 Thrakattak
1997 Epitaph
1997 The Night Watch
1998 Absent Lovers: Live in Montreal
1998 Live at the Marquee
1998 Live at Jacksonville
1999 The Beat Club, Bremen
1999 Live at Cap D'Agde
1999 Cirkus: The Young Persons' Guide to King Crimson Live
1999 King Crimson on Broadway
1999 Live in San Francisco
1999 Live in Mexico City
1999 The ProjeKcts
1999 The Deception of the Thrush: A Beginners' Guide to ProjeKcts
2000 The Beginners' Guide to the King Crimson Collectors' Club
2000 Live in Central Park, NYC
2000 Heavy ConstruKction
2001 Vrooom Vrooom
2002 Ladies of the Road
2003 EleKtrik: Live in Japan
2003 The Power To Believe Tour Box
Kompilacje:
1976 A Young Person's Guide to King Crimson
1986 The Compact King Crimson
1991 Heartbeat: The Abbreviated King Crimson
1991 Frame by Frame: The Essential King Crimson
1993 Sleepless: The Concise King Crimson
2004 The 21st Century Guide to King Crimson - Volume One - 1969–1974
2005 The 21st Century Guide to King Crimson - Vol. 2 - 1981–2003
2006 The Condensed 21st Century Guide to King Crimson
EP:
1994 Vrooom
2001 Level Five
2002 Happy with What You Have to Be Happy With
Ostatnio edytowany przez SarmatAE (2010-05-05 22:26:02)
Online
Gość
Czekałem, przyznaję. Czekałem, aż ktoś założy wątek o Karmazynowym Królu. To był "mój" pierwszy zespół z kręgu muzyki progresywnej czy awangardowej. Usłyszałem "21st Century Schizoid Man"... I odpłynąłem. To było coś, czego wcześniej w muzyce nie doświadczyłem. Naturalnym krokiem wobec tej fascynacji było poznanie całego albumu "Dworu Karmazynowego Króla" - cudo. Po prostu cudo... Perełka na perełce. Wspomniany już utwór czy choćby "Epitaph". Podobny stosunek mam do innych płyt, m.in. Red. Zespół legenda. Wybitni muzycy. Bardzo, bardzo lubię.
Ostatnio edytowany przez pietras (2010-04-23 13:21:59)
Gość
Pamiętam, że jak zaczęłam ich słuchać, długo nie mogłam się odciąć. Teraz rzadziej słucham, ale I talk to the wind wciąż zajmuje specjalne miejsce w mym namiętnym serduchu
Gość
Mam ich płytę Nawet niezła. Na dworze karmazynowego króla :P
Też najbardziej lubie I talk to the wind
DeadlordUser
Znam prawie całą ich dyskografię. Każdy okres bardzo cenię, w każdym próbowali czegoś innego. Złożyć to do kupy..: debiut, Islands, Lizard, Larks' Tongues In Aspic, Starless and Bible Black, Red, Discipline, THRAK, The Power to Believe to moje ulubione albumy.
Offline
Space Cowboy
Ja najbardziej cenię płytę Red. Wydaje mi się ona ostrzejsza muzycznie niż poprzedniczki. O wiele bardziej agresywna. Zaraz po niej oczywiście uwielbiam In The Court Of The Crimson King z 21 Century Schizoid Man. Pasuje ten kawałek do nas ludzi 21 wieku ; )
Albumy z lat 80 i 90 mimo tego, że lubię postawiłbym o klasę niżej niż te z końca lat 60 i z lat 70. Zapewne obiektywnie im nie ustępują jednak ja nie mogę się do nich jakoś specjalnie przekonać.
Dodam, że jak ich poznałem, a było to kupę lat temu to nie lubiłem ich słuchać, gdyż wywoływali u mnie dziwne emocje tym całym swoim schizofrenicznym i chaotycznym klimatem.
Ostatnio edytowany przez SarmatAE (2010-06-12 23:15:19)
Online
DeadlordUser
Red i debiut najszybciej wchodzą. Bardziej cenię rzeczy takie jak SaBB czy Islands, albo suita Lizard - tutaj już trzeba nad tym posiedzieć, żeby zrozumieć. Choć to też nie jest ekstremalnie trudna muzyka, jak np. pure jazz.
Offline
Gość
Najlepszy zespół rockowy w historii, zespół który chwilami ocierał się o jazz czy muzkę klasyczną. Bardzo dobrze znam pierwszy okres Karmazynowego Króla. Wiadomo, że debiut i Red wchodzą najłatwiej ale dla amitniejszych polecam płyty między wspomnianymi wcześniej. Przynam szczerze,że ja dość długo nie mogłem się przekonać do Hipopotamich Języczków ale w końcu i one mi "podeszły"
Jaz sem vaš vladar!
Najlepszy zespół rockowy w historii,
A to, jak rozumiem, twoje prywatne zdanie, czy ogólnie, oficjalnie ogłoszone? ;f
Offline
Gość
Vermilion napisał:
Najlepszy zespół rockowy w historii,
A to, jak rozumiem, twoje prywatne zdanie, czy ogólnie, oficjalnie ogłoszone? ;f
Wszystko co pisze (bedę pisał) to moje prywatne zdanie nie czepiajcie się tak nowego
Znasz KIng Crimson wogole, czy tylko Epitaph to to zaje się w radiu kiedyś leciało...
Gość
Jako stary fan mam inne podejście do nich i ich dyskografii niż ludzie którzy dopiero co się w nich zakochali. Przede wszystkim debiut cenię mniej niż większość osób. Uważam że miejscami jest bardzo pretensjonalny, choć jest przy tym niezwykle odkrywczy, więc można mu wiele wybaczyć.
Red może i brzmi mocniej (to wyłącznie zasługa basu) od płyt wcześniejszych, ale bywa przesłodzony (Starless, ale oczywiście nie w świetnej części instrumentalnej tylko na zwrotce).
I nawet nie chodzi o to, że te dwie płyty najbardziej mi się przejadły, bo Larks' Tongues in Aspic, którego od lat w ogóle nie słucham oceniam znacznie wyżej.
Za najlepsze płyty studyjne uważam Starless and Bible Black, Lizard, Larks' Tongues in Aspic oraz Islands w tej właśnie kolejności. Chociaż w ogóle najlepsze od Króla były albumy koncertowe z materiałem z lat 70ych. To już jest naprawdę trudna muzyka i jeżeli ktoś nie może się skupić na Lizard to nawet nie ma po co się za nie brać. Wytrwałym i ambitnym polecam przede wszystkim The Great Deceiver. Cztery płyty mniej więcej tego samego (czyli, dla mniej wprawnego słuchacza awangardowej rzeźni) ale naprawdę miażdżą. Ponadto wymieniłbym The Night Watch i Ladies of the Road (godzinna składanka z solówek Frippa do 21st Century Schizoid Man. Absolutny odjazd!).
I zespół progresywny, który zacząłem na poważnie słuchać. Zacząłem od początku i dźwięki z debiutu mnie porwały na wiele dni-tygodni. I być może teraz już nie słucham tego z takim zaangażowaniem i tak uniesiony, to i tak twierdzę, że to arcydzieło muzyki rozrywkowej. Kolejne albumy dosyć trudno mi wchodziły, bo cały czas wolałem wracać do in the court... niż próbować czegoś nowego, ale systematycznie słuchałem i doszedłem do momentu, gdy wszystkie albumy do Red włącznie po prostu uwielbiam. Może jedne troszkę więcej, inne mniej, ale nie wynika to - jak sądzę - z tego, że zespół miał słabszą formę - oni po prostu cały czas parli do przodu, ciągły rozwój, cały czas nowe doznania, których trzeba na nowo się uczyć.
Kiedyś sobie w nocy zrobiłem maraton i wszystkie 7 płyt po kolei przesłuchałem, trochę się wymęczyłem, pewne utwory mnie męczyły, inne nabrały nowego wymiaru, ale to, co przeżyłem, gdy nastąpiło Starless... nie do opisania. Genialna sprawa te 7 płyt, każda jedyna w swoim rodzaju, każda niezwykle wartościowa.
No i dalej mamy zupełny zwrot i Discipline, Beat itd. Też jestem pod wrażeniem, ale jeszcze nie dałem tym nowym płytom wystarczająco czasu. Na pewno to nadrobię.
Podsumowując: King Crimson to coś wielkiego, nie spotkałem się jeszcze z negatywną opinią nt. twórczości tej kapeli i wcale mnie to nie dziwi. Póki co i chyba długo się to nie zmieni mój ulubiony zespół.
Offline
Gość
setezer a koncertowki KC znasz?